Odśmiecownia w nowej odsłonie i w dodatku zero (zdjęć) waste.

Pozwólcie, że trochę powspominam (8 marca 2020 roku były piąte urodziny bloga, więc mogę, nie?).

Ciekawe, czy ktoś z Was pamięta, ale na początku, na samiusieńkim początku, Odśmiecownia miała swoją osobną stronę internetową na Bloggerze. Na Bloggerze miałam też bloga o edukacji domowej, zatytułowanego Słońce i Deszcz. To było w 2015 roku. Potem, w styczniu 2016 roku postanowiłam zostać „profesjonalną” blogerką (czyli blagierką, jak raczy nazywać mnie mój mąż), i połączyłam oba blogi pod szyldem Kornelia O…, przenosząc je na platformę WordPress.org i na własny hosting.

No i dziś, po czterech latach, ponieważ nadal jestem na etapie „Postanowiłam Zostać Profesjonalną Blogerką”, znów blogi rozdzieliłam. Bo, jak wiadomo, droga do profesjonalizmu prowadzi raz tędy, raz owędy. Raz tak, raz siak. Ale też, jak wiadomo, wśród blogerów najbardziej profesjonalni nie są ci, którzy są profesjonalni (znaczy się, zarabiają na blogu), ale ci, którzy w ogóle SĄ blogerami. Którzy przetrwali. A mówię Wam i powiadam – przetrwać pięć lat w blogosferze to nie taka mała rzecz. (Czytaj: Chcieć pisać i prowadzić bloga w czasach, gdy prawie wszyscy są w social mediach i mało kto czyta blogi, to niemal wariactwo.)

Social media to nowa blogosfera.

Więc tak. Nie raz, nie dwa ogarnia człowieka zwątpienie, bo blogosfera przeniosła się (a jakże!) do social mediów, w których aż roi się od mikroblogów. Blogosfera przeniosła się też do jutiubow, podkastów i tak dalej. Pisała o tym (już rok temu!) choćby Beata Redzimska na swoim blogu Vademecum Blogera.

No więc ja z uporem maniaka nie dość, że trwam, to jeszcze przenoszę, dopieszczam i uaktualniam stare wpisy. (Wciąż uaktualniam i dopieszczam, więc proszę o wyrozumiałość i cierpliwość, jakby coś nie grało, bo będzie grało.) Wymyślam nowe logo. No… tworzę starego bloga na nowo. No bo co? Recykling to nie tylko w branży odpadowej, proszę Szanownych Czytelników. I śmiem twierdzić, że moje artykuły (może nie wszystkie), nawet te sprzed pięciu lat, wciąż zachowały aktualność. Więc niech sobie w sieci będą. Niech sobie ludzie czytają.

Ale nie oglądają. Bo wywaliło wszystkie zdjęcia. No cóż. Przy przenosinach przeniosło wpisy i komentarze, co mnie bardzo ucieszyło (no ba!), ale za to… nie przeniosło zdjęć. I okazało się, że… to też mnie ucieszyło! Bo blog bez zdjęć wydał mi się jakiś taki ładniejszy (!), spokojniejszy, bardziej minimalistyczny.

Nowy stary blog. Blog bez zdjęć, który jest… bardziej zero waste.

Bo mniej przestrzeni dyskowej zajmuje, przez co mniej prądu zużywa, bo szybciej się ładuje, szybciej się przewija na ekranie i szybciej czyta. Jeśli zaś o mnie, autorkę chodzi – blog bez zdjęć szybciej się też pisze. Bo nie trzeba szukać zdjęć pasujących do wpisu, nie trzeba ich zmniejszać, nazywać, załadowywać, i tak dalej. Więc znów oszczędność czasu. A zdjęcia i tak są. Na Instagramie. Którego można podejrzeć z bloga również.

(No ale oczywiście wtyczka SEO – kto bloguje, ten wie o co chodzi – krzyczy, że bez zdjęć to słabizna, nie będzie widać bloga w sieci! Hahahaha! Tak jakby ze zdjęciami było go widać! Wolne żarty – kto bloguje, ten wie o co chodzi!)

Tak. Zachęcałabym więc i Was i siebie raczej do tego, by oglądać nie zdjęcia, tylko świat, realny świat. Wiosna idzie, zieleni coraz więcej. Dzieci nam rosną, też trzeba na nie popatrzeć. Popatrzeć nie zaszkodzi i na innych ludzi wokół. Bliskich i dalszych. Bo myślę, że za dużo czasu, tak ogólnie, spędzamy z nosami w telefonach i ekranach. (Nie patrzcie na mnie tak znacząco!)

A jeśli chodzi o temat „zero waste time”, to napisałam kiedyś całkiem zgrabny tekst na ten temat. Zerknijcie, jest wciąż aktualny.

Pozdrowienia na ten trudno-dziwny czas z koronawirusem w tle!

2 komentarze

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Pola wymagane zaznaczone są *